Jeszcze jesienią 2025 roku Roger Schawinski, szwajcarski radiowy pionier i właściciel prywatnych mediów, prowadził jedną z najbardziej emocjonalnych kampanii medialnych w historii szwajcarskiej radiofonii. Człowiek, który w latach 80. przełamał monopol publicznego nadawcy i stworzył prywatne radio w Szwajcarii, stanął na czele walki o zachowanie UKF. Paradoks polegał na tym, że robił to w kraju, który już praktycznie przeszedł na odbiór cyfrowy. Według danych branżowych około 93 proc. mieszkańców Szwajcarii słuchało radia przez DAB+ lub internet, a tradycyjne FM pozostawało medium niszowym, szczególnie wśród młodszych odbiorców.
Mimo to polityczna presja okazała się skuteczna. Najpierw Rada Narodowa, a później także Rada Kantonów opowiedziały się za przesunięciem wyłączenia UKF. Analogowe radio, które miało zniknąć z końcem 2026 roku, otrzymało nowe życie aż do końca 2034 roku. Federalny Urząd Komunikacji (BAKOM) rozpoczął procedury związane z przedłużeniem koncesji częstotliwościowych, a rząd pozostawił nadawcom możliwość dalszego nadawania w paśmie UKF.
W teorii decyzja miała chronić pluralizm mediów i ułatwić funkcjonowanie lokalnych rozgłośni. W praktyce coraz więcej przedstawicieli branży uważa dziś, że była to kosztowna pomyłka.
SRF wraca na UKF mimo wcześniejszego wyłączenia nadajników
Najbardziej spektakularnym symbolem zamieszania wokół szwajcarskiego rynku radiowego jest sytuacja publicznego nadawcy SRF. Nadawca wyłączył swoje nadajniki UKF już pod koniec 2024 roku, argumentując decyzję koniecznością oszczędności i postępującą cyfryzacją rynku. Dzięki temu SRF chciał oszczędzać rocznie około 15 milionów franków.
Szybko okazało się jednak, że cyfrowa transformacja ma swoją cenę. Publiczny nadawca stracił setki tysięcy słuchaczy, szczególnie starszych i korzystających głównie z odbiorników samochodowych. Po decyzji parlamentu o utrzymaniu FM rozpoczęły się więc przygotowania do powrotu na analogowe fale.
Do mediów wyciekł wewnętrzny dokument SRF opisujący trzyetapowy plan odbudowy sieci UKF. Według ujawnionych informacji jeszcze w trzecim kwartale 2026 roku radio publiczne miałoby ponownie objąć sygnałem FM około 85 proc. mieszkańców kraju. Koszt operacyjny takiego rozwiązania oszacowano na 6,6 mln franków rocznie.
Kolejny etap zakłada zwiększenie zasięgu do 90 proc. populacji, co oznaczałoby wzrost kosztów do ponad 8 mln franków rocznie. Docelowo, do końca 2028 roku, SRF miałby ponownie pokrywać FM-em 95 proc. mieszkańców Szwajcarii. Wtedy roczne koszty utrzymania sieci osiągnęłyby niemal 15 mln franków — dokładnie tyle, ile nadawca chciał wcześniej zaoszczędzić dzięki wyłączeniu analogowej emisji.
Cała sytuacja pokazuje skalę chaosu regulacyjnego. Szwajcaria najpierw przez ponad dekadę przygotowywała rynek do cyfrowej migracji, następnie publiczny nadawca wyłączył FM, po czym politycy zdecydowali o cofnięciu procesu.
Roger Schawinski zmienia narrację
Sam Roger Schawinski również zaczął zmieniać ton wypowiedzi. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej przekonywał, że utrzymanie UKF jest konieczne dla ratowania pluralizmu i słuchalności radia. Dziś coraz częściej mówi przede wszystkim o kryzysie finansowym prywatnych mediów.
W komentarzu opublikowanym na łamach Neue Zürcher Zeitung Schawinski alarmował, że od 2010 roku szwajcarskie media utraciły około 80 proc. przychodów reklamowych. Pieniądze odpłynęły głównie do platform internetowych, takich jak Google i Facebook. Jednocześnie dramatycznie spadły wpływy z prasy drukowanej i reklamy lokalnej.
Schawinski przekonuje dziś, że prywatne rozgłośnie nie są już w stanie finansować ambitnego dziennikarstwa wyłącznie z reklam. Według niego konieczne są nowe źródła wsparcia: pieniądze od kantonów, miast, fundacji oraz prywatnych mecenasów.
To znacząca zmiana narracji. Jeszcze niedawno dyskusja koncentrowała się wokół technologii i przyszłości pasma UKF. Dziś coraz bardziej chodzi o ekonomiczne przetrwanie lokalnych mediów.
„Bylibyśmy szczęśliwi, gdyby UKF naprawdę wyłączono”
Coraz więcej nadawców uważa jednak, że przedłużenie życia UKF tylko pogłębia problemy branży.
Najostrzej wypowiedział się Günter Heuberger, właściciel grupy medialnej Mediengruppe Top odpowiadającej za regionalne radio i telewizję w Winterthurze. W rozmowie z „Tages-Anzeiger” stwierdził wprost, że utrzymywanie UKF jest błędem.
Jak podkreślał, prywatni nadawcy liczyli na definitywne wyłączenie UKF, ponieważ analogowa emisja generuje ogromne koszty operacyjne. Pieniądze wydawane na utrzymanie starych nadajników mogłyby zostać przeznaczone na dziennikarstwo lokalne i realizację regionalnej misji publicznej.
Problem polega jednak na tym, że pojedyncza stacja nie może samodzielnie zrezygnować z UKF, jeśli konkurenci nadal pozostają obecni na analogowych częstotliwościach. Taki ruch oznaczałby natychmiastową utratę części słuchaczy i rynku reklamowego.
W efekcie szwajcarskie radio znalazło się w klasycznej pułapce transformacji technologicznej. Większość rynku już przeszła na DAB+ i streaming, ale żaden z graczy nie chce jako pierwszy całkowicie porzucić UKF.
Miliony na utrzymanie infrastruktury sprzed epoki cyfrowej
Problemem są nie tylko koszty emisji, lecz także stan infrastruktury. Jeszcze przed wyłączeniem UKF publiczny nadawca wykorzystywał około 800 nadajników spośród 1400 działających w całym kraju. Wiele z nich od dawna nie modernizowano, ponieważ rynek zakładał rychły koniec UKF.
Szczególnie trudna jest sytuacja w tunelach drogowych. Federalny urząd ds. dróg Astra przez lata instalował tam specjalne systemy retransmisji sygnału FM. Od 2020 roku rozpoczęto jednak ich wygaszanie i demontaż, ponieważ państwo uznało DAB+ za obowiązujący standard.
Dziś urzędnicy przyznają, że ponowne wyposażenie tuneli w infrastrukturę UKF kosztowałoby dziesiątki milionów franków. Co więcej, część starszych systemów FM może zakłócać nowoczesną infrastrukturę DAB+.
To pokazuje fundamentalny problem szwajcarskiej decyzji politycznej: formalnie przedłużono życie UKF, ale wiele elementów państwowej infrastruktury już zostało dostosowanych wyłącznie do epoki cyfrowej.
Reklama odpływa do internetu, radio traci znaczenie
Kryzys radia jest częścią znacznie szerszego załamania szwajcarskiego rynku medialnego. Jeszcze na początku XXI wieku prywatne rozgłośnie regionalne były niezwykle rentowne. Schawinski przypomina, że jego legendarne Radio 24 potrafiło inwestować rocznie miliony franków w program i marketing, jednocześnie generując wysokie zyski.
Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Rynek radiowy został silnie skonsolidowany. CH Media kontroluje kilkanaście stacji radiowych i telewizyjnych zarządzanych centralnie z Zurychu. Z kolei Ringier posiada kolejne sieci radiowe.
Wraz z koncentracją kapitału zmniejsza się liczba lokalnych redakcji, reporterów i autorskich audycji. Coraz więcej stacji emituje zunifikowane formaty muzyczne z minimalnym udziałem lokalnego dziennikarstwa.
Schawinski ostrzega, że bez dodatkowego wsparcia finansowego regionalne media mogą po prostu zniknąć. Paradoks polega jednak na tym, że część branży uważa utrzymywanie kosztownego UKF za jeden z powodów pogłębiającego się kryzysu.
Cyfrowa przyszłość, analogowa polityka
Szwajcaria miała być europejskim wzorem cyfrowej transformacji radia. DAB+ osiągnął tam jeden z najwyższych poziomów penetracji na świecie, a rynek przez lata przygotowywał się do wyłączenia UKF.
Dziś kraj znajduje się jednak w nietypowej sytuacji. Formalnie przyszłość należy do radia cyfrowego, ale politycy zdecydowali o utrzymaniu technologii analogowej. Publiczny nadawca przygotowuje kosztowny powrót na FM, prywatne rozgłośnie alarmują o dramatycznie spadających przychodach, a właściciele mediów coraz otwarciej mówią o potrzebie subsydiowania lokalnego dziennikarstwa.



